wszystkie żarówki sprawne, woda leci, bojler też jest jeszcze do użytku. Elektryczne wkłady piecowe czasem lubią się długo nagrzewać, ale ogólnie chyba działają. Ich jednych nie sprawdzałem, bo nagrzewają się ze dwie godziny.
-
Jest w porządku, wracam do administracji załatwić formalności, będę za godzinę. Niech Pan tutaj nikogo nie wpuszcza do mojego powrotu.
- Taak, no tak - odrzekł starzec, choć zastanowiło go ostatnie zdanie mężczyzny, które zabrzmiało jak rozkaz. Nie, nie tylko jak rozkaz, ale jak groźba. Wielokrotnie słyszał ten ton od żydowskich kapo w obozie... Nie to niemożliwe, tyle lat, tyle lat - pomyślał.

*

Cisza, wszechogarniająca cisza panowała w garsonierze Grzegorza Domowskiego- lubię to zajęcie pomyślał - po tylu latach tułaczki udało mi się na starość, znaleźć nie tylko prace ale i mieszkanie zarazem. Był dozorcą w kamienicy przy ulicy Dietla w Krakowie już czternasty rok. Od kiedy zmarła jego żona, a dzieci wyemigrowały do pracy za ocean, nie wiedział co z sobą począć. Rozwiązanie przyszło, jak to zwykle bywa, znienacka.
Pewnego dnia zadzwonił Pan profesur Wilmowski, u którego czasami sprzątała nieboszczka żona i zapytał, czy Grzegorz nie chciałby objąć posady stróża w kamienicy, tam gdzie on mieszka. Wraz z etatem dostał garsonierę, wystarczającą dla jednej osoby, z oknami na ogród, gdzie mógł czasem dokarmiać gołębie.

Grzegorz sięgnął po „Echo Krakowa”, ulubioną popołudniówkę, dzięki której wiedział co się dzieje w mieście. Poprawiając okulary wrócił do wcześniej przerwanego artykułu z rubryki „dawno temu w Krakowie”. Dziś było o odnowie Bazyliki Mariackiej i związanej z tym legendą.

Dawno, dawno temu....w 1867 roku, w czasie prac konserwatorskich w kościele Mariackim za ołtarzem Wita Stwosza odkryto zakurzony żółty trzewik. Ekspertyza trzewika wykazała, że przeleżał on tam blisko 400 lat. Aby wyjaśnić fakt znalezienia trzewika, narodziła się legenda o „żółtej ciżemce”.
Legenda głosi, że trzewik należał do Wawrzka, wiejskiego chłopca, który gdy tylko kawałek drewna znalazł, zabierał się na rzeźbienie. Raz tak zapomniał o Bożym świecie, że nie zauważył, jak krowa, której pilnował, zniszczyła zboże na polu proboszcza. Bał się Wawrzek wrócić do domu i uciekł w las.
Tam zgubił drogę, szedł, szedł i znalazł się w Krakowie. Przygarnął go kanonik, który szybko poznał talent chłopca i oddał go na naukę do mistrza Wita Stworza. Talent Wawrzka docenił sam król Kazimierz Jagiellończyk i podarował chłopcu wymarzone żółte trzewiczki. Niestety, radość chłopca z podarku nie była zbyt długa. Chciał je włożyć na uroczystość odsłonięcia ołtarza, ale malując jedną z jego rzeźb zgubił jeden bucik, który spadł za ołtarz i przeleżał tam ponad 400 lat. A biedny Wawrzek znowu musiał chodzić boso... „- tekst artykułu tak pochłoną staruszka, że w pierwszej chwili nie zareagował na pukanie do drzwi. Dopiero powtórne, tym razem głośniejsze stuknięcie, poparte dzwonkiem, wyrwało go z zadumy nad losem Wawrzka. Kogo tam diabli niosą - pomyślał - chwili spokoju nie ma - ale zaraz wrócił myślami do przeczytanego przed momentem tekstu - a z drugiej strony taki znalazca trzewika to wielki szczęściarz, i w gazetach o nim napiszą i pewno jakiś dyplom dostanie. Ciekawe co jeszcze można znaleźć podczas remontów, Kraków ma tyle tajemnic... - z ta myślą dotarł do drzwi i zapytał:



Znajdź mieszkanie




Wynajem

Kraków, CzerwieńskiegoKraków, PetrażyckiegoKraków, Piastowska