- No tak, po takim meczu świętowanie to nasz obowiązek, tylko czemu do diabła, nie skończyłeś tak jak ja po kilku pintach, tylko zacząłeś wszystkich namawiać: „zapraszam całe Middlesbrough!, idziemy do mnie, idziemy do mnie, mam litrę wiśniówki w akademiku”.
- O ranyyy, czemu ja wczoraj nie umarłem – zajęczał nowoprzybyły, po czym zwrócił się do barmana, który od dłuższego czasu wpatrywał się w niego, nie przestając przy tym majestatycznie i z wielką powagą, polerować szklanki do piwa.
- Jedną pintę Caffreysa, poproszę.

- A może kawę na początek – siląc się na uprzejmość barman nie był w stanie ukryć złośliwości - w końcu tylko mnie nie zapytał wczoraj czy idę na wiśniówkę do akademika. A i owszem poszedłby, nie tyle na wiśniówkę, ile miałem nieodpartą ochotę, poznać bliżej tego przystojniaczka, niezaprzeczalnie jest w moim typie .Szatyn, wzrost coś koło metra dziewięćdziesięciu, szczupłej budowy, ale o bardzo silnych rękach, ach te ręce....
- Czym się trułeś, tym się lecz, jak mówi stare polskie przysłowie – odrzekł Tomek i odwrócił się z powrotem do swojego rudego kolegi i ściszając głos rzekł - nie dość że mam migrenę, to jeszcze mnie ten gej irytuje, myślałem że po wczorajszym da sobie spokój. - choć przez myśl przechodziły mu różne słowa, tylko nie gej – … u nas nazywa się ich po prostu pedał, pederasta, ciota, ciepły, a tutaj wytwornie gej, no cóż co kraj to obyczaj...ale przecież jestem tolerancyjny...
- To ten Twój zwierzęcy magnetyzm, nikt Ci się nie oprze – odparł z uśmiechem towarzysz. - a migrenę to ma księżna Diana a Tobie głowa nawala. No to pod tą bolącą makówkę Tom, zdrowie Aleksa Fergusona.
- Giggsa, Sheringhama i Solskjaera również.
- No i Davida Beckhama, bez jego genialnych dośrodkowań wynik 2:1 byłby na Camp Nou niemożliwy, ale Niemiaszki mieli miny, co?
- Przegrać w doliczonym czasie gry, finał Ligi Mistrzów i to jeszcze w dwie minuty stracić obie bramki, niebywała sprawa, nie ma się co dziwić że Matthaeus płakał.
- Zdrowie sędziego Collina, za doliczone 180 sekund, które zmieniły świat, ha, ha, ha.
- Szkoda tylko że żaden Polak nie grał w tym spotkaniu– westchnął posępnie – ale na to to możemy jeszcze czekać i czekać, może z sześć lat albo i dłużej.
- Sorki, drugie piwo i już ciśnienie wzrosło, idę odcedzić kartofelki

*

- Ścisz tą muzykę! - krzyknął Tomek do barmana, gdy z głośników nad barem huknęło „Hit Me, Baby One More Time” – ta włócznia, głowę mi rozłupie...
- Po pierwsze Britney Spears a nie "Spear" – włócznia, a po wtóre, wczoraj Ci nie przeszkadzał hałas aniołku..., nawet wtedy jak po meczu zagrałeś mi jakiś hejnał, trąbką kibica wprost do ucha....
- Hejnał Mariacki, to nie jakiś tam byle jaki hejnał, ale co ty możesz wiedzieć o tradycji i krakowskich legendach....
- Jakich legendach – wtrącił wracający Jerry – dalej o piłce?
- Nie, tłumaczyłem Patrikowi, że to co próbowałem w nagłym przypływie euforii zagrać wczoraj na trąbce to symbol Krakowa – Hejnał Mariacki, grany co godzinę na Rynku Głównym, wiąże się z tym pewna legenda,...a nawet dwie,... ale czy to was interesuje jak studenci rozszerzyli legendę Hejnału Mariackiego?
- Stary, dziś i tak nic ciekawszego nie wymyślimy, nawijaj – rzucił Jerry wsuwając podkładkę pod kufel.
- OK, zacznę od początku, ale najpierw mały łyczek,...ok, a było to mniej więcej tak:



Znajdź mieszkanie




Wynajem

Kraków, SzuwarowaKraków, Armii KrakówKraków, Czerwieńskiego